Na pokaz

Wybija godzina czwarta,
myślami trzymam się krzesła.

Odbijam ciało od dna,
tłumacząc, że nowa to przystań.

Chciałabym umieć zawładnąć
ciałem, który nie zna umiaru…

Wykrzyknąć wszystkim co sądzą,
że życie jest kopią koszmaru.

Zmylić ich, dodać otuchy
w wątły świat codzienności.

Wybaczyć muszą mi jednak,
bo brak mej duszy lekkości.

Na ten czas pozostaje wiara,
że każdy dostanie co musi.

Na górze Pan wzniesie ramiona,
i czarem swym ludzkość ocuci.

Nie będzie już strachu i jutra,
bo jutro na dzisiaj zmieniono.

Przestaną naiwni żałować,
o to czego nie zrobić im dano.

Tak więc wszem i wobec ogłaszam,
że koniec jest mych smutnych rozterek.

Zachowam go dla tych,
co z wiary robią przydrożny balcerek.

 

  1 comment for “Na pokaz

  1. 18 czerwca 2017 o 22:48

    Szara codzienność też ma swoje uroki, ale nie ma co rozmyślać, trzeba żyć tu i teraz! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *