SZTUKA KOCHANIA

Wróciłam niedawno z kina. Zaparzyłam herbatę i usiadłam do laptopa, gotowa napisać własną recenzję filmu „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”. Zacznę od przeprosin, ponieważ słaba to recenzja w której nie można odnieść się do oryginalnej bohaterki przedstawionej w filmie. To już nie te lata i zły rok urodzenia. Skupię się w takim razie na samym odbiorze historii i gry aktorów.

9822974-film-sztuka-kochaniaGłówna postać, czyli wspomniana Pani Miśka to kreacja fantastycznej Magdaleny Boczarskiej. Przymiotnik ten nie jest użyty przypadkowo, wręcz odwrotnie. Od zawsze powtarzam, że prawdziwą aktorkę poznaje się po jej oddaniu i chęci wczucia w postać z którą przyjdzie „pracować”. Może brzmi to dość małostkowo i zbyt pewnie, to jednak w dzisiejszych czasach bardzo łatwo jest udekorować płeć piękną, trudniej obrzydzić. A skóra aktora powinna być płótnem. Boczarska swoją rolą – metaforycznie ujmując – namalowała przepiękny portret kobiety, dla której życie było walką o lepsze jutro i polem bitwy dla samej siebie.

Jestem dość otwartą osobą i przekonaną o ulotności chwil. Jeżeli ktoś chce przeżyć życie na palcach, proszę bardzo. A może inni wybierają wydziarane motto Carpe Diem na ciele i twarde postanowienie dotyczące życia ową chwilą? Wszystko mi jedno i nauczyłam się już dawno nie oceniać. Dlatego też nie zrobiła na mnie wrażenia informacji o życiu prywatnym Wisłockiej. Jej skrywanym trójkącie i plątaninie kłamstw, schowanych pod rodzinną kołdrą. Jedyny minus takiego oddania to dla niej samej, utrata tak bardzo potrzebnej stabilizacji i bezpieczeństwa.

10_3c83b0f36bNikt mi nie powie, że można podzielić związek na dusze i ciało. A takim własnie rozumowaniem szczyciła się bohaterka. Otwartość jej umysłu pochłaniała wiedza, brakowało jednak miejsca na racjonalizm i szczerość wobec samej siebie a także na poświęcenie czasu córce, na której jak dziś wiemy mocno się to odbiło. Tu wypadałoby przystanąć i wspomnieć co nieco o przyjaciółce Miśki a kochance jej męża.

ef418900a17e605fcc0f2c66c988.200Justyna Wasilewska jako Wanda irytowała mnie swoim fishgapem (się oglądało Milionerów ostatnio! haha!). Dokładnie mówiąc miną w stylu: „Jestem obrażona na cały świat i nie wiem po co się w to wplątałam”. Kochane moje pamiętajcie na przyszłość, że kiedy wasza najdroższa sercu przyjaciółka proponuje wam seks ze swoim mężem, nic dobrego z tego nie wyjdzie. A przynajmniej nie na trzeźwo.

Sama rola Piotra Adamczyka wcielającego się w ukochanego Wisłockiej była odtworzona tak jak sobie to wyobrażałam. Mężczyzna, który korzysta i bierze nie dając przy tym nic od siebie. Zostawiwszy ją samą jednocześnie uwalnia od niewidocznych pasów i spuszcza ze smyczy własnych filozoficznych poglądów. W tym momencie następuję najciekawszy i najboleśniejszy w mojej ocenie fragment filmu. Wisłocka poznaje pierwszą i jedyną miłość swojego życia – Jurka, granego przez Eryka Lubosa. OCH JAKI TEN MĘŻCZYZNA MA GŁOS! Podczas sceny przy ognisku prawie spadłam z krzesła, wsłuchawszy się w jego opowieść.

Wątek spotkania owej pary z pewnością wzbudza wiele atrakcji wśród widzów. Przyznam szczerze, że nawet mi było trochę wstyd przyglądając się zza szklanego ekranu ich wyczynom. A co miała powiedzieć para 60-latków rząd obok? Z pewnością fanki Greya będą miały na czym oko zawiesić.

000673IKMHI449Y2-C411Koniec żartów. Tak jak wspomniałam wcześniej historia namiętności Michaliny i jej wybranka nie była mieszaniną samych ciepłych barw. Oczywiście jak przy każdych wywodach odnośnie mej oceny, nie chciałabym powiedzieć o jedno słowo za dużo. Dlatego bardzo polecam wszystkim ten film, bo warto. Nie tylko dla gołych cycków i tyłka Adamczyka ale przede wszystkim dla możliwości zrozumienia życia kobiety, której głównym celem była poprawa funkcjonowania jednostek i uświadomienie społeczeństwa. Pozwolenie na poszerzanie wiedzy i korzystanie z niej dla własnych przyjemności.

Pomimo pasji, poświęcenia i trudu jaki z pewnością towarzyszył tej kobiecie, to dla mnie kluczową rolę odgrywała jednak miłość duchowa i przekonanie bohaterki o bezgranicznym oddaniu i połączeniu swych ciał na wieczność, a nie tylko na krótką chwilę. Najsmutniejsze jest to, że mimo wydania książki ponad czterdzieści lat temu, dziś jest ona ciągle aktualna a informacje w niej zawarte mogłyby służyć pomocą trafniej niż Wujek Google. Mówi się, że seks dawno już przestał być tematem tabu. Skoro tak, to ludziom chyba pomyliło się obnażanie i opowiadanie o podbojach seksualnych wszystkim i wszędzie z czerpaniem podstawowych informacji na temat biologicznych i emocjonalnych aspektów poznania cielesnego. Bo te wątki, mam wrażenie ciągle stanowią społeczną znieczulicę. No cóż… najwidoczniej żyjemy w kraju gdzie lepiej jest robić dobrze komuś, niż samemu sobie. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *