WALENTYNKOWY SZAŁ

Włączyłam laptopa, na mej twarzy widnieje czarna węglowa maseczka, na stopach dyndają wełniane skarpety z reniferami. W oddali słychać emocjonalny głos Meg Myers. Akompaniuje jej czajnik wołając, by zalać drugą z rzędu parzoną kawę. Jak tylko skończę pisać, wybieram się po białą bagietkę do marketu. Po drodze przewrócę się pewnie kilka razy, bo ślisko jak cholera. Wrócę do domu i zjem zakup z domowym chili con carne. Ubiorę się i spotkam z chłopakiem.

Czy uważam dzisiejszy dzień za wyjątkowy? – nie.
Czy skaczę od rana jak pomylona i puszczam piosenki z komedii romantycznych? – nie.
Czy dzisiejszy dzień jest ważniejszy od wczorajszego? – nie.
Czy muszą być zawsze prezenty na Walentego? – nie.

Pomimo moich odpowiedzi, które są prawdziwe i zgodne z moim sumieniem, nie mogę „nie znać” radości serca, które biło jakoś dziwnie mocniej na wieść o Dniu Zakochanych. Pamiętam jak w szkole tego dnia były luźniejsze zajęcia, przez głośniki leciały przesłodzone piosenki a na lekcji wychowawczej każda dziewczynka dostawała tajemniczy liścik. Jak pewnie się domyślacie, wiele z nas czekało na wiadomość od tego wyjątkowego. Ja jednego roku straciłam głowę dla koszykarza ze starszej klasy. Dzieliła nas spora różnica wieku ale czy może to stanowić przeszkodę na drodze jedynej, prawdziwej i wielkiej miłości? Jak widać mogło. Sportowiec złamał mi moje młode serduszko. Pamiętam, że całą przerwę przesiedziałam w damskiej toalecie. Ta historia nie zabrała jednak całej magii Walentynek. Za rok ponownie wstawałam z rogalem na twarzy, zastanawiając się w duszy, co dziś może mi się przydarzyć.

Tak było kiedy byłam młodsza i przede wszystkim wolna. Dziś w stabilnym związku nie odczuwam już tego kołatania w klatce i drżących rąk na samą myśl o tajemniczym adoratorze i anonimowym liście. Czy żałuję? Skądże znowu. Nie mam też recepty na udane Walentynki. W tamtym roku była to piękna kolacja w trochę przesadzonym lokalu ale za to bardzo romantycznym. Jeśli można tak nazwać miejsce gdzie od jednego do drugiego stolika dzieliła odległość matematycznej linijki, a dania stanowiły wielkość batonika… i z pewnością nie był to rozmiar XXL. Liczą się jednak wspomnienia, a te będą zawsze wyjątkowe. W tym roku postawiliśmy na dom, własnoręcznie zrobioną kolację i głupkowaty film. Jestem przekonana, że będzie cudownie.

Czy można zepsuć Walentynki? Można. Spinając się za bardzo i stawiając owe Święto wyżej niż głównych bohaterów. Pamiętajmy, że na co dzień liczą się drobne gesty
i słowa, dzięki którym miłosny czas będzie można obchodzić 365 dni w roku. Wiem, że jest to banalne ale prawdziwe. A w miłości szczerość się liczy.

Z kolei wszystkim tym, którzy na widok 14 lutego w kalendarzu odbezpieczają broń palną, życzę wyluzowania. Mogłabym teraz pisać o Dniu Singla ale jest to bezcelowe. Wiadomym jest, że są Święta dla jednych i drugich. Tak jak Dnia Matki nie będzie obchodzić wasz Ojciec a Dnia Nauczyciela – pielęgniarki. Tak to powinno wyglądać. Wierzę jednak z całego serca, że kiedyś amor zakręci wam w głowie. Jeśli przypadkiem zaglądają tu zagorzałe feministki, bądź przekonani o swej samotności czytelnicy, ciocia Kaja da wam dobrą radę: PIEPRZCIE TO. Jeśli nie możecie sami, to z kimś.

Miłego dnia!

  1 comment for “WALENTYNKOWY SZAŁ

  1. 15 lutego 2017 o 19:10

    Jak byłam młodsza to miałam to samo, podekscytowanie w tym dniu zawsze mi towarzyszyło. Teraz jest dużo spokojniej. Cieszę się jednak, że są takie święta, zawsze to jakiś pretekst, aby pobyć ze sobą, gdy zwykle czasu na to brakuje… Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *