Nigdy nie jest tak, że sto tysięcy aniołów wychodzi na ulicę…

Od wczoraj w paczce moich znajomych krąży jedno podstawowe pytanie: „Wrzucasz coś jutro do tej puszki, czy nie?” Wybaczcie kochani, ale muszę poświęcić temu kilka zdań. Nie mieszam się w świat polityki odkąd zostawiłam studia dziennikarskie za sobą, gdzie było o tym więcej niż o samym dziennikarstwie… Nie mieszam się w medialny bełkot dotyczący naszych powinności. Również nie mam zamiaru mieszać się w czyjeś postanowienia, założenia i zasady dla których niejeden jest wstanie zrobić i oddać wszystko. Jednak jedno powiedzieć muszę: WIERZĘ IM WSZYSTKIM!

Wierzę, że na mrozie stoi wielu młodych ludzi, nie po to, by komuś zaimponować a po to, by swoją osobą przyczynić się do lepszego jutra. Wierzę, że wszyscy Ci, którzy bawią się w miejscu Finału Świątecznej Pomocy są tam duchem tych ludzi, którzy marzą o jednym procencie z całej zebranej puli, bo to właśnie ta część może uratować im życie. Wierzę, że Pan w czerwonych okularach ma większe serce niż my wszyscy, gdyż niezmiennie od 25 lat tworzy na całą naszą Polskę wydarzenie o niesamowitej sile, która pochłania niezliczoną ilość ludzi. I nawet jeśli w tym momencie wyskoczy jedna osoba, która z uśmiechem na twarzy będzie negować wszystkie moje wymienione wyżej punkty, która obwieści mi plotki o przywłaszczeniu sobie sporej sumy pieniędzy przez Owsiaka, da wyraz zazdrości o jego pobudowane domy, auta… to wiecie co mu odpowiem? Że jak dla mnie, może on latać prywatnym odrzutowcem po bułki i z powrotem. Może jeździć najdroższym modelem auta, a na śniadanie chrupać croissanty z paryskiej kawiarni. Jeśli mając to wszystko, nadal robi to, czemu poświęcił większość swojego życia… to niech tak żyje dalej. 

„Człowiek jest wielki, nie przez to, co posiada,lecz przez to kim jest. Nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi”. 

Co rok ta sama śpiewka. Zamiast cieszyć się z ludzi, którzy oddają część siebie innym, większość doszukuje się spraw drugorzędnych, by tylko uprzykrzyć ludziom ten czas. Nie obwiniam, nie komentuję. Może takie myślenie ma drugie dno? Nie wiemy, czy osoby wypowiadające się w taki, a nie inny sposób nie straciły kogoś bliskiego. Kogoś, kto leżał długi czas w szpitalu i żadne nowoczesne technologie nie były wstanie mu pomóc? A może ten sam człowiek stał kiedyś pod kościołem i zbierał dla obcych, nie dostrzegając jak wiele czułości i zrozumienia potrzebują najbliżsi z jego otoczenia?

Myśli biją się w mojej głowie, a ja przewracam w dłoni małe papierowe serduszko i dziękuję Bogu za ludzi, którzy swoje własne serce mają olbrzymich rozmiarów.

  1 comment for “Nigdy nie jest tak, że sto tysięcy aniołów wychodzi na ulicę…

  1. 29 stycznia 2017 o 21:14

    Całkowicie zgadzam się z Tobą :) Najważniejsze jest to, że tym, co robi, pomaga wielu ludziom. Nie interesuje mnie majątek, który posiada, skoro pomaga innym…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *